Bałtyk i co dalej? Brak ocen.

Jak już zapewne wszyscy wiedzą, a kto nie wie to najwidoczniej był przez ostatnie kilka miesięcy odcięty od świata, wędkarstwo dorszowo-kutrowe na polskiej części Bałtyku odeszło do lamusa. Na jak długo?

Trudno stwierdzić, ale wszystkie wróble ćwierkają, że najprawdopodobniej na 4 lata. Aktualne regulacje prawne mówią wprawdzie, że zakaz ma obowiązywać do końca 2020 roku, ale jest w nich także wzmianka, że okres ten może podlegać przedłużeniu, a decyzja o tym będzie podejmowana na jesień każdego roku. Nie spodziewałbym się raczej, że po pierwszym roku decydenci w Unii Europejskiej postanowią odwołać zakaz połowów i ponownie dopuścić do eksploatowania naszego Bałtyku.

Czy wprowadzenie zakazu połowu dorszy jest słusznym posunięciem? To pytanie pojawia się dość często na różnego rodzaju forach internetowych, a także w rozmowach z wędkarzami od lat związanymi z wędkowaniem w Bałtyku. Biorąc wszystkie za i przeciw trzeba stwierdzić, że decyzja jest jak najbardziej uzasadniona i słuszna. Niestety wprowadzona o co najmniej kilka, jak nie kilkanaście lat za późno. Kto pływał na dorsze dłużej niż 5 lat, ten mógł zauważyć, jak jego rybostan powoli kurczył się i wymierał. Było to umieranie powolne, odbywające się przy licznej widowni wędkarzy i rybaków. Z biegiem kolejnych lat ryby stawały się coraz mniejsze, coraz chudsze i było ich coraz mniej. Większość wypraw wędkarskich w ostatnich latach kończyła się fatalnymi wynikami.

Jakie są przyczyny katastrofalnego stanu dorszy w Bałtyku? Nie znajdziemy na to jednej odpowiedzi, gdyż problem jest złożony i był generowany przez dziesięciolecia. Zacznijmy od zasolenia morza Bałtyckiego, gdyż odgrywa ono jedną z decydujących ról dla rozmnażania się dorszy. Mówiąc najogólniej rozwój ikry jest możliwy w odpowiednio słonej wodzie. Gdy zasolenie jest zbyt małe, to złożony narybek nie jest w stanie prawidłowo się rozwijać i obumiera. Można powiedzieć, że Bałtyk jest tak naprawdę ogromnym jeziorem i sam z siebie nie jest wstanie wygenerować tego zasolenia. Potrzebuje do tego zewnętrznego dawcy, którym od zawsze było morze Północne, z którego to regularnie odbywały się wlewy słonej wody. Były one na tyle częste i duże, że potrafiły podnieść zasolenie praktycznie w całym Bałtyku. Niestety od wielu lat wlewy stawały się coraz rzadsze i coraz mniejsze. Taka sytuacja wpływała na temperaturę wody w Bałtyku, która wzrasta na skutek ogólnego ocieplania się klimatu, ale także z powodu braku wlewów zimnej wody z morza Północnego. Podniesienie się temperatury wody ma także niekorzystny wpływ na populację dorszy, które potrzebują do rozmnażania odpowiednio zimnej wody.

Zanieczyszczenie morza Bałtyckiego jest spowodowane przez kilka czynników. Podstawowym z nich jest fakt, że jest on bezodpływową zlewnią wód ze wszystkich z otaczających go państw, które od zawsze generowały ogromną ilość zanieczyszczeń. Do pewnego czasu Bałtyk był w stanie się przed tym obronić i „przerobić” te zanieczyszczania, jednak wiek XX i ogrom spływających do niego brudów był tak ogromny, że pewna bariera samooczyszczania została złamana. Chemia spływająca z pól uprawnych do rzek była nie do przerobienia i do dzisiaj sieje spustoszenie. Przeprowadzane badania dowodzą, że dzisiaj do Bałtyku przedostają się środki chemiczne, które były używane na polach w latach 70-tych XX wieku. Jak to możliwe, skoro upłynęło od tej chwili 50 lat? Po prostu proces wypłukiwania tych środków z ziemi a następnie ich transport wodami podskórnymi do rzek ciągle trwa. Jeżeli ktoś myśli, że nie używanie przez rok czy dwa trujących środków w rolnictwie powoduje, że są to już uprawy ekologiczne to jest w ogromnym błędzie. Oczywiście chemia rolnicza nie jest tu jedynym winowajcą. Dochodzą to tego wszystkie odpady przemysłowe oraz komunalne, które przez wieki systematycznie zaśmiecały Bałtyk ze wszech stron. Spadek zasolenia, wzrost temperatury wody potęguje efekt eutrofizacji, powodujący zmniejszanie się natleniania wody w morzu. Eutrofizacja jest zjawiskiem, polegającym na wzroście ilości materii organicznej w wodach morskich. Nadmiar związków azotu, potasu, fosforu, sodu powoduje znaczny rozwój glonów i tzw. „zakwitanie wody”. Zaburza to stosunki chemiczne w morzu, zwiększa mętnienie wody, zmienia jej PH oraz zmniejsza stężenie tlenu w Bałtyku. Jest to ogromne zagrożenie dla wszystkich zwierząt morskich, gdyż w warstwach przydennych tworzą się pustynie tlenowe (miejsca, w których brakuje tlenu, co uniemożliwia zwierzętom oddychanie). W ich zastępstwie rozwijają się organizmy beztlenowe. To za ich przyczyną zamula się dno morskie, co prowadzi do wypłacania się obszarów przybrzeżnych. Aktualnie prezentowane dane świadczą niestety o ciągłym powiększaniu się obszarów beztlenowych w Bałtyku.

Ogromnym zagrożeniem dla życia w morzu są także wszystkie pozostałości powojenne zatopione w nim celowo lub też w wyniku katastrof. Ile tysięcy ton trujących gazów bojowych zostało zatopionych w Bałtyku nie wie nikt. Do tego dochodzą jeszcze statki i okręty, w których do tej pory zalega niezużyte paliwo, czekające tylko na moment, w którym korozja dopełni swojego dzieła i będzie mogło ono wydostać się na zewnątrz.

I na koniec kolejny czynnik, decydujący o marności zasobów dorsza w Bałtyku, czyli połowy. Przez całe dziesięciolecia wszystkim wydawało się, że morze jest studnią bez dna, z której bez umiaru można korzystać i bez konsekwencji wyciągać kolejne tony ryb. Kto tak myślał to znaczy, że w ogóle nie myślał. Same połowy dorszy nie były jedyną przyczyną doprowadzenia do katastrofalnego ich stanu. Tak zwane odłowy paszowe, czyli odławianie całych ławic szprota i śledzi jest chyba najbardziej ekstremalną forma unicestwiania Bałtyku jaką można było i nadal się przeprowadza. Zaburzają one cały łańcuch pokarmowy i skutecznie degradują środowisko. Wprowadzenia zakazu połowów dorsze bez jednoczesnego zakazu połowów paszowych niewiele zmieni. Dorsz, jak każdy organizm żywy musi się odżywiać a jego pożywieniem jako drapieżnika są śledzie i szprotki. To stwierdzenie oczywiste, ale najwidoczniej trudno przyswajalne przez decydentów.

Gdy więc ktoś zapyta, dlaczego Bałtyk umiera, można powiedzieć mu to wszystko co powyżej zostało napisane. Lecz można też udzielić innej odpowiedzi, która jest jeszcze bardziej prawdziwa i jeszcze bardziej bolesna. Odpowiedź ta jest krótka i brzmi: Bałtyk umiera przez ludzką zachłanność i głupotę.

Co dalej? Czy Bałtyk ma szansę przeżyć? Czy będzie jeszcze kiedyś żyznym morzem pełnym żywych i zdrowych organizmów czy też stanie się ogromną martwą kałużą? Czy jest szansa, żeby odwrócić to wszystko co zostało zniszczone? Nie znam odpowiedzi na te pytania. I mam tylko nadzieję, że kiedyś, za kilka lub kilkadziesiąt lat, ktoś powie: Udało się – uratowaliśmy NASZE MORZE!

Zapraszam na stronę www.naszbaltyk.pl gdzie można zapoznać się szczegółowo z tematem Bałtyku i występujących dla niego zagrożeń.

FacebookTwitterGoogle+Podziel się z innymi