Kutrywedkarskie.pl na łodzi motorowej EMILIADA III Brak ocen.

Przyszedł czas na kolejny morski rejs i jednocześnie kolejną relację z połowów dorszy na Bałtyku. Tym razem wybór padł na łódź motorową EMILIADA III wypływającą na rejsy z portu w Darłowie.  

Pogoda w niedzielę 8 kwietnia była wyśmienita. Niebo było praktycznie bezchmurne i temperatura powietrza wynosiła przeszło 20 stopni. Przez większą część rejsu stan morza także był przyjazny wędkarzom – fale nie przekraczały 0,5 metra wysokości a dryf nie był zbyt silny i pozwalał na dobre operowanie przynętami. Dopiero w końcowym etapie wyprawy wiatr trochę silniej zakołysał łodzią aczkolwiek nie na tyle, aby choć w najmniejszym stopniu zagrozić uczestnikom rejsu. Jeżeli chodzi o sam wybór łowisk to ich głębokość oscylowała z reguły w pobliżu 35 metrów, co wraz z warunkami panującymi na morzu zachęcało do stosowania przynęt o wadze pomiędzy 80 a 120 gram.

WP_20160508_05_15_14_Pro

Powodem wyboru łodzi EMILIADA III były dobre opinie o jednostce, pojawiające się w kręgach wędkarzy morskich. W związku z powyższym także my postanowiliśmy sprawdzić jak wygląda to w rzeczywistości. Tym razem miałem jechać sam, jako przedstawiciel naszego serwisu internetowego kutrywekdarskie.pl i z tego też powodu nie musiałem rezerwować rejsu z dużym wyprzedzeniem czasowym. Skontaktowałem się z właścicielem jednostki dwa tygodnie przed terminem, w którym chciałem płynąć i bez problemu znalazłem miejsce na łodzi. Prawie wszystkie informacje o jednostce można znaleźć w Internecie na stronie www.emiliada.pl. Celowo piszę „prawie”, ponieważ jak w większości funkcjonujących stron z ofertą morskich rejsów wędkarskich w Polsce nie znajdziemy tam informacji o cenie rejsu. Dla osób, które nie miały jeszcze okazji łowić z pokładu EMILIADY przydałaby się także informacja o tym, co należy zabrać ze sobą na rejs (np. jakie ubrania, jedzenie, itp.). Na całe szczęście zawsze można zadzwonić do właściciela jednostki, który udzieli potrzebnych informacji telefonicznie. Dużo informacji (zwłaszcza zdjęć) znajdziemy także na koncie Emiliady znajdującym się na Facebooku. Konto jest aktywne i cały czas wstawiane są na nim aktualne zdjęcia z wypraw. Podsumowując, kontakt z właścicielem jednostki i ilość dostępnych informacji uznać należy za dobry i w zupełności wystarczający. Powiedziałbym nawet, że w polskich warunkach znajduje się on w czołówce.

Fajną sprawą jest także możliwość umówienia się z właścicielem, co do miejsca, w którym chcemy rozpocząć nasz rejs. Standardowo EMILIADA startuje z przystani koło ulicy Portowej (obok nowego mostu w Darłowie). Mi akurat nie pasowało to miejsce gdyż spałem blisko mostu rozsuwanego w Darłówku i musiałbym iść 30 minut pieszo z całym sprzętem (ile waży torba z pilkerami wie ten, który ją nosił). Dlatego poprosiłem o załadunek mojej osoby we wskazanym przeze mnie miejscu, na co armator zgodził się bez żadnego problemu. Jedyną małą uwagę, jaką mógłbym mieć to brak precyzji w podaniu godziny wypłynięcia. Czas startu był podany na 4.30 a łódź pojawiła sią po mnie około 4.50 – spisuję jednak ten fakt na poczet niedogadania się a armatorem, więc obciąża on tak mnie jak i jego.

Połowy dorszy odbywające się z jednostek pływających można podzielić na dwie grupy. Pierwszą z nich stanowią połowy z kutrów i dużych łodzi motorowych. Do drugiej grupy zaliczyć należy łowienie z małych łodzi motorowych i do tej właśnie należy łódź EMILIADA III. Jest to łódź typu Arvor 280 idealnie nadająca się do połowów na wodach naszego Bałtyku. Małe łodzie motorowe na pewno mają zdecydowaną przewagę na kutrami w zakresie swojej mobilności. W sprzyjających warunkach pogodowych mogą dwukrotnie szybciej dopłynąć na łowisko, o wiele szybciej je zmieniać a także błyskawicznie reagować na pokazujące się na echosondzie zapisy. W połączeniu z wysokimi umiejętnościami szypra łódź motorowa może stać się bardzo skuteczną jednostką wędkarską. W tym miejscu muszę wyrazić uznanie dla właściciela EMILIADY, który potrafi w pełni wykorzystać swoją łódź i umiejętności do sprawnego poruszania się po morzu. Na łowisku dopłynęliśmy szybko i stawaliśmy tylko w takich miejscach, w których zapisy dawały gwarancję złowienia ryby. Nie miało się wrażenia, że jest to szukanie ryb po omacku i liczenie na łut szczęścia. W przypadku braku kontaktu z rybą łódź natychmiast zmieniała swoje położenie i kierujący nią właściciel znajdował kolejne miejsce z rybami. Istotną pozytywną stroną Emiliady i jej sternika jest możliwość natychmiastowego jej zatrzymania. Zdarzyło się kilkakrotnie, że na pojawiający się na echosondzie zapis łódź praktycznie stawała w miejscu. Kolejnym plusem jest umiejętność prawidłowego ustawienia łodzie w dryfie, którą sterujący łodzią ma bardzo dobrze opanowaną.

Z moich obserwacji wynika (i nie jest to żadne odkrycie), że dużą rolę w znajdowaniu i łowieniu ryb odgrywają mapy na echosondzie. Koniecznością dla każdego armatora i szypra jest to, aby zaznaczać na nich łowiska, w których złowiło się ryby. Jeżeli tego się nie robi to wówczas rejs wędkarski zmienia się w wycieczkowy a efekty połowowe są mizerne. Na EMILIADZIE zasada prowadzenia ewidencji łowisk funkcjonuje, czego byłem naocznym świadkiem.

Chciałbym się teraz skupić na opisie łodzi i warunków bytowych, jakie na niej panują. Najważniejsze dla wędkarza jest przede wszystkim miejsce, z którego będzie łowił. Musi także mieć możliwość odłożenia swojego bagażu oraz odstawienia wędki w przerwie w łowieniu. Na EMILIADZIE jest przygotowanych 12 stanowisk do wędkowania. Jak dla mnie jest ich zdecydowanie zbyt dużo. Owszem – wszyscy mają swoje własne miejsce, ale przy wszystkich przedmiotach znajdujących się na pokładzie robi się ciasno. Każdy wędkarz posiada torbę z przynętami, dodatkowo plecach, czasami jeszcze lodówkę, do tego dochodzą pojemniki na ryby będące na wyposażeniu łodzi… Za dużo tego wszystkiego. Optymalną liczbą osób, która mogłaby według mnie łowić jest osiem – jedna osoba łowi wówczas z rufy, dwie osoby na dziobie, dwie osoby na lewej burcie i trzy na burcie prawej. W ten sposób zredukuje się liczbę przedmiotów na pokładzie, zwiększy możliwości penetracji łowiska przez każdego wędkarza i pozwoli uniknąć niepotrzebnych kolizji. Pan stojący obok mnie ustawicznie opukiwał moją wędkę podczas energicznego podbijania przynęty a przy zarzucaniu wchodził w strefę, w której pracowałem swoim zestawem, przez co musiałem uważać, aby nie uszkodził mi wędki lub nie splątał plecionki. O bezpieczeństwie nie wspomnę. Moja uwaga, co do ilości wędkarzy na łodzi nie jest adresowana tylko do właściciela EIMILADY. Kieruję ją do wszystkich właścicieli jednostek pływających. Rozumiem, że większa ilość wędkarzy oznacza większy zysk dla armatora, ale osobiście wolałbym zapłacić 20% więcej za rejs i łowić w bardziej komfortowych warunkach.

Druga sprawa to miejsce na pojemniki na złowione ryby znajdujące się na rufie (w sumie 7 sztuk). Plusem jest na pewno to, że każdy ma swój własny i choć wszystkie są jednakowe to trudno je pomylić gdyż są ponumerowane. Minusem natomiast jest to, że stoją na ziemi na środku pokładu i nie są niczym zabezpieczone. Powoduje to, że plączą się pod nogami podczas rejsu zwłaszcza, gdy nie są obciążone. Tym razem morze było spokojne, ale podejrzewam, że przy większej fali mogłyby „tańczyć” po pokładzie. Dobrym rozwiązaniem byłoby zrobienie dla nich jakiegoś statywu. Na dziobie łodzi 2 pojemniki były przymocowane stalowymi obejmami – może podobne rozwiązanie zastosować także na rufie? Na takim statywie mogłoby znajdować się także miejsce na plecak lub torbę z przynętami.

Kolejny temat to miejsca do siedzenia. Wiadomo, że nie znajdziemy na małej łodzi takich wygód jak na przestronnym kutrze z kajutami i messą. Na rufie Emiliady znajduje się jedno stałe miejsce siedzące oraz 3 rozkładane ławki. Nie są one może super wygodne, ale na pewno da się na nich swobodnie usiąść i dać odpocząć nogom. Jedynym minusem takiego rozwiązania jest konieczność ciągłego ich składania i rozkładania. Jeżeli zmieniamy łowiska a czas przepłynięć między nimi jest krótki, wówczas takie operacje praktycznie tracą sens. Można oczywiście iść usiąść do sterówki gdzie mieszczą się (oprócz sternika) 3 osoby lub zejść niżej pod pokład gdzie mogą usiąść kolejne 3 osoby. Wchodzenie i wychodzenie do kabiny również czasowo jest nieopłacalne zwłaszcza, gdy nie wiadomo, kiedy łódź zatrzyma się nad ławicą. W rzeczywistości przez większość rejsu jesteśmy skazani na stanie, co samo w sobie nie jest żadną wadą – taka jest po prostu rzeczywistość na małych łodziach.

Powyższe elementy nawet, jeżeli mają jakieś niedociągnięcia są przeze mnie akceptowalne. Jest jednak jeden aspekt, na który zawsze zwracam szczególną uwagę. Jest to mianowicie podejście, jakie ma załoga do klientów, a takimi są wędkarze na pokładzie. W tym miejscu z przykrością muszę stwierdzić, że byłem bardzo zdegustowany sposobem napływania łodzią na łowisko. Był to pierwszy raz w moim blisko 12-letnim pływaniu, kiedy za każdym razem łódź była ustawiana TYLKO JEDNĄ BURTĄ (lewą) na napłynięcie. Nie chciałbym wyciągać daleko idących wniosków z takiego stanu rzeczy, ale muszę stwierdzić z całą stanowczością, że nie jest to postawa fair (łagodnie ujmując). Zwłaszcza, gdy na tej burcie łowi załoga jednostki i ich znajomi. Wynikiem takie napływania była osiągnięta finalnie ilość ryb, która na lewej burcie była 3-krotnie większa niż na prawej. W takim stanie rzeczy uwagi łowiącej załogi wyrażane pytaniami „czy wy nie umiecie łowić?” były tym bardziej nie na miejscu. Po dobrych opiniach, jakie słyszy się o EMILIADZIE nie spodziewałem się wystąpienia takiej sytuacji. W pozostałych elementach obsługi także bywało różnie. Sygnalizacja do zarzucania wędek oraz ich wyjmowania mogłaby być lepsza. Odpływanie łodzią w chwili, gdy niektórzy wędkarze jeszcze nie wyciągnęli przynęt z wody nie koniecznie jest uznawane za właściwe.

Prawie na sam koniec napiszę o złowionych rybach. Maksymalna ilość to 33 sztuki, średnia to około 15 sztuk, minimum poniżej 10. Wielkość prawie wszystkich ryb mieściła się pomiędzy 35 a 50 cm. Czy jest to dobry wynik? Osobiście podszedłbym do tego na dwa sposoby. Jeżeli chodzi o EMILIADĘ i opinie, jakie słyszałem o osiąganych na niej wynikach to jest to rezultat raczej słaby – średnia na poziomie 25 sztuk byłaby już przeze mnie uznana za właściwą na tej jednostce. Uczciwie podchodząc do sprawy trzeba jednak spojrzeć szerzej na to zagadnienie i odnieść się do ilości ryb złowionych na innych jednostkach – tam wyniki były podobne, więc należałoby zakwalifikować wyniki na EMILIADZIE do ogólnego trendu występującego tego dnia na morzu.

 

Podsumowanie

Rejs na pokładzie łodzi EMILIADA III był dla mnie ciekawym doświadczeniem. Z jednej strony jestem pod wrażeniem umiejętności właściciela w znajdowaniu łowisk i sterowaniu łodzią. Z drugiej strony ogromnie zawiodłem się na podejściu do „klienta z ulicy”, którym akurat byłem. Jestem wstanie zaakceptować małą ilość złowionych przeze mnie ryb – tak się przecież zdarza, nie zawsze jest się mistrzem. Absolutnie nieakceptowalne jest natomiast dla mnie tendencyjne napływanie na łowisko, które to nie zapewnia wszystkim łowiącym sprawiedliwych, jednakowych możliwości do złowienia ryby. Niedotrzymywanie tego standardu powoduje (przynajmniej u mnie) poczucie, że jestem tylko źródłem pokrywania kosztów paliwa. Będzie to chyba powodem, który sprawi, że w najbliższym czasie nie odwiedzę tej łodzi.

Poniżej przedstawiam tabelę, w której starałem się przedstawić mocne i słabsze strony rejsu na pokładzie łodzi EMILIADA III.

Skala ocen: 0 – nie do zaakceptowania / 1 – bardzo słabo / 2 – słabo / 3 – akceptowalnie / 4 – dobrze / 5 – bardzo dobrze

tabel

Z wędkarskim pozdrowieniem,

Wojciech Walkowiak

FacebookTwitterGoogle+Podziel się z innymi