Hydrocat – Władysławowo 09.05.2015 Brak ocen.

W tym roku Neptun nie był dla nas łaskawy i już dwa razy musieliśmy odwoływać rejs z powodu sztormu na morzu. Kolejny, trzeci już termin wypłynięcia na dorsze mieliśmy zaplanowany na 9 maja z portu we Władysławowie. Przez cały tydzień nerwowo obserwowaliśmy prognozy pogody analizując warunki, jakie panują na Bałtyku. Wreszcie nastał piątek – telefon do szypra i potwierdzenie, że wypływamy było dla nas nagrodą za długie oczekiwanie.

W porcie we Władysławowie zameldowaliśmy się o 6.00 rano. Jak na tak wczesną porę ruch był całkiem spory – po rejestracjach samochodów można było zauważyć, że przyjechali tu wędkarze z całej Polski i niejedna jednostka miała komplet wędkarzy na pokładzie. My tym razem udaliśmy się na jednostkę Hydrocat, która od tego roku świadczy usługi dla wędkarzy. Jednostek kierowana przez nowego właściciela przypłynęła do naszego kraju na początku roku. Pierwsze spojrzenia na nią pozwoliło stwierdzić, że wędkowanie z jej pokładu będzie dużą przyjemnością. Na pokładzie panował porządek i było bardzo dużo miejsca do rozłożenia swojego ekwipunku dla wszystkich 12-u osób będących na pokładzie. Pozytywne wrażenia potęgowały się jeszcze bardziej w chwili, gdy sternik uruchomił napęd jednostki i do naszych uszu dotarł dźwięk silników, które mają łącznie 700 koni mechanicznych. Po minięciu falochronu łódź przyspieszyła i pozostawiła w tyle inne jednostki nieposiadające możliwości osiągania takich prędkości.

Około godziny 7.00 dotarliśmy w pierwsze miejsce, w którym dane było nam zarzucić wędki. Pogoda była bardzo ładna, można nawet powiedzieć plażowa. Dryfu praktycznie nie było, na wodzie panowała flauta, słońce świeciło i praktycznie nie było wiatru. 70 metrów głębokości pod nami kazało nam założyć pilkery o wadze około 200 gram. Pierwsze rzuty i kilka osób wyciągnęło swoje pierwsze ryby. Szyper zrobił jeszcze 2 napłynięcia i zmienił łowisko, gdy ryby przestały współpracować z naszymi przynętami. Do kolejnego łowiska przypłynęliśmy po około 15 minutach. Pilkery poleciały w dół i kolejne dorsze lądowały na pokładzie. Sytuacja powtarzała się wielokrotnie przez cały 12-sto godzinny rejs. W międzyczasie, około godziny 13.00 zmieniła się pogoda. Wiatr się wzmógł, pojawiły się chmury i zaczął wiać chłodny wiatr. Niektórzy z łowiących założyli dodatkowe ubrania i naciągnęli mocniej czapki na głowy. Na Hydrocacie nie robiło to jednak żadnego wrażania. Miało się wrażenie, że ta jednostka potrafiłaby pokonać naprawdę wysokie fale. Po południu załoga serwowała drobną przekąskę (kiełbaska), która dodała sił wszystkim uczestnikom wyprawy.

Po 12 godzinach pływania nie było na pokładzie osoby, która nie złapałaby ryby. Średnio, na każdego wędkarza przypadało po około złowionych 15 dorszy. Oczywiście ryby niewymiarowe trafiały od razu z powrotem do wody. Wszystkie dorsze pozostawione na pokładzie były mniej więcej jednakowej wielkości – wszechobecnie panujące w naszym Bałtyku 40-50 cm.

Jeżeli chodzi o najskuteczniejsze przynęty to trudno wskazać faworyta. Wg naszych obserwacji najwięcej brań następowało na pilkery w kolorze srebrnym, czerwonym i mieszance tych właśnie dwóch barw. Ryby, które dały się skusić na przywieszkę najczęściej wybierały te w kolorze czerwonym.

Bardzo dziękujemy załodze jednostki Hydrocat za obsługę i pomoc podczas trwania rejsu. Napłynięcia były naprawdę bardzo dobre, jednostka ustawiała się we właściwym położeniu i każdy miał szansę połowić ze strony napływu jak i odpływu. Mamy nadzieję, że standard, jaki panuje na jednostce zostanie utrzymany na stałe – chętnie wrócimy tam jeszcze kiedyś, aby to sprawdzić.

Zdjęcie: http://www.polowydorsza.pl

GALERIA ZDJĘĆ – HYDROCAT – WŁADYSŁAWOWO 09.05.2015r.

FacebookTwitterGoogle+Podziel się z innymi