Na głębokie wody, czyli czerwcowy rejs na Hallerze Brak ocen.

W pierwszą sobotę czerwca kutrywedkarskie.pl gościły na pokładzie jednostki Haller stacjonującej w porcie we Władysławowie. Jeżeli chcecie wiedzieć, jakie były tego efekty to zapraszamy do lektury. 

Powody wyboru jednostki Haller, jako kolejnego celu naszej wyprawy były dwa. Po pierwsze chcieliśmy zobaczyć, co słychać na dorszowych łowiskach w okolicach Władysławowa, na których bywamy dość rzadko. Po drugie natomiast mieliśmy zamiar zobaczyć jak prezentuje się jednostka, która to niedawno pojawiła się w naszym serwisie.

Haller jest jednostką, która niedawno została poddana działaniom odświeżającym, co jest widoczne już przy pierwszy spojrzeniu. Wszędzie jest czysto, estetycznie i co najważniejsze praktycznie. Warunki panujące na pokładzie stwarzają dobre warunki do wędkowania a wędkarzom zapewniają możliwość odpoczynku. Wewnątrz kabiny znajduje się mesa, w której przy solidnie zamocowanych stołach pomieszczą się wszyscy wędkarze biorący udział w rejsie. Spożywanie posiłków odbywa się w dobrych warunkach i każdy ze spokojem może tam odpocząć. Jeżeli jesteśmy już przy posiłkach, to wypada kilka słów napisać o tym, co było serwowane podczas naszego rejsu. Podczas naszego blisko 11-sto godzinnego rejsu pokładowa kuchnia zafundowała nam dwa posiłki. Na śniadanie każdy otrzymał po dwie kiełbaski oraz oczywiście chleb, masło, żółty ser, pomidory i ogóreczki. Do picia była do wyboru herbata i kawa. Drugim posiłkiem był obiad, na który można było zjeść fasolkę po bretońsku. Nigdy nie byłem i nie jestem zafascynowany tym daniem, ale muszę przyznać, że fasolka była naprawdę smaczna. Wracając do warunków lokalowych to Haller pod pokładem posiada kajutę, w której można przespać się i wyprostować kości na piętrowych kojach. Wróćmy teraz na pokład, bo przecież tutaj najwięcej czasu spędza się podczas wędkarskiego rejsu. Miejsca do łowienia znajdują się praktycznie w dwóch strefach jednostki – na dziobie i na rufie. Można także stanąć centralnie z boku na jednej z burt, ale ze względu na dość wąskie przejście łowienie tam wydawało mi się mało komfortowe. Przy 12 osobach, które uczestniczyły w rejsie tego dnia rufa i dziób były aż nadto pojemne i nikt z obecnych nie przeszkadzał sobie w wędkowaniu. Dla każdego wędziska było oczywiście także przygotowane miejsce, w którym można było je odstawić, podczas gdy nie były używane. Bardzo dobre wrażenie zrobił na mnie także stojak przeznaczony do pojemników na ryby, który był ustawiony na przodzie pokładu. Życzyłbym sobie, żeby na każdej jednostce oferowano takie rozwiązania – proste a jednocześnie bardzo poręczne i zapewniające porządek. Podsumowując – warunki bytowe na Hallerze są na wysokim poziomie i w tym zakresie można stawiać je za przykład innym.

Żeby oczywiście nie było aż tak różowo w mojej ocenie, to muszę powiedzieć o jednej, według mnie minusowej cesze Hallera a mianowicie o prędkości płynięcia. Jak to stwierdził jeden z kolegów na pokładzie – „czy mi się wydaje, czy wszyscy nas mijają?”. I rzeczywiście nie było w tym zbytniej przesady – Haller płynął wolno i majestatycznie rozbijał fale. W panujących obecnie na Bałtyku warunkach czas przepłynięcia na łowisko jest czynnikiem istotnym – im szybciej znajdziesz nowy zapis na echosondzie tym szybciej złowisz rybę. Oczywiste jest, że prędkością Haller nie może dorównać łodzią motorowym typu Arvor, ale było by lepiej gdyby pływał z prędkością o 4-5 węzłów większą.

Jednym z elementów, które rzutują bezpośrednio na zadowolenie z odbytego rejsu jest zawsze kontakt z właścicielem i załogą jednostki. Jeżeli ktoś śledzi oferty armatorów morskiego wędkarstwa w Polsce ten wie, że Haller jest obecnie jedną z bardziej „widocznych” jednostek. Przede wszystkim dotyczy to Facebooka, na którym z każdego wykonanego rejsu umieszczana jest krótka fotorelacja. Haller posiada także stronę internetową, na której można znaleźć wszystkie najważniejsze informacje o nim. Jeżeli chodzi o właścicieli jednostki to za bezpośredni kontakt z klientami odpowiada pani Klaudia Busz – można od niej uzyskać telefonicznie wszystkie informacje oraz pomoc w załatwieniu noclegu. Na morzu za obsługę odpowiedzialny jest pan Mirosław. Podczas całego rejsu starannie poszukiwał żerujących dorszy oraz podpowiadał jak łowić. Był też oczywiście pomocny w chwilach trudnych, gdy ktoś złapał zaczep i nie potrafił sobie sam z tym poradzić. Biorąc pod uwagę aspekt ludzki właścicieli oraz obsługę Hallera oceniam bardzo pozytywnie.

Pogoda w sobotę była słoneczna, tylko sporadycznie na niebie pojawiały się drobne chmurki, które bardzo rzadko przesłaniały promienie słoneczne. Także wiatr prawie przez cały czas trwania naszego rejsu był dość słaby i nie utrudniał pobytu na pokładzie. Morze było spokojne i fale nie przekraczały pół metra wysokości. Można by powiedzieć, że warunki są idealne do spokojnego wędkowania gdyby nie fakt, że dryf był praktycznie zerowy, co zmuszało szypra do super precyzyjnego ustawiania się nad znalezionymi zapisami echosondy. Pomimo tego jak zawsze pełni nadziei i wiary w sukces ruszyliśmy na poszukiwania dorszy. Dopłynięcie do łowiska zajęło nam 2 godziny. W okolicy kręciło się już około 10 innych jednostek i widać było, że każda z nich poszukuje ryb w tym samym rejonie morza. Pod nami było około 75 metrów wody, co przy praktycznie zerowym dryfie zachęcało do stosowania pilkerów o masie 150-180 gram. Na wędkach uczestników rejsu pojawiły się przynęty w różnej kolorystyce, choć dominującymi kolorami był srebrny oraz odcienie zielonego i niebieskiego. W pierwszych kilku napłynięciach miałem 6 brań, ale niestety wyholowałem tylko jedną rybę. Powody tego były prawdopodobnie dwa – po pierwsze ryby żerowały bardzo delikatnie a po drugie postanowiłem, całkowicie świadomie, że będę początkowo używał wędki o długości 300 cm i dość miękkiej akcji. Okazało się to niestety błędem i utwierdziło mnie w przekonaniu, że tego typu kij nie nadaje się do wędkowania na takiej głębokości. Po zmianie na wędkę o innych parametrach (270 cm, sztywna akcja) efektywność wzrosła i na 9 brań wyholowałem 7 ryb. Potwierdza się tu teza, że wprawdzie sprzęt nie łowi, ale musi być odpowiednio dobrany do konkretnych warunków, które zastajemy na łowisku. Wędkowanie zakończyłem z ośmioma dorszami na pokładzie. Nie jest to niestety dobry wynik, choć licząc ryby znajdujące się na pokładzie miałem największą ilość dorszy (razem z szyprem, który również złowił 8 sztuk). Pocieszającym może być też fakt, że na pozostałych jednostkach krążących w tym samym rejonie morze wyniki były podobne. Jak się później dowiedziałem od zaprzyjaźnionego kolegi z innej jednostki, dorsze przebywały na głębszych wodach (powyżej 85 metrów) i stały na łowiskach jeszcze dalej oddalonych od portu (płynięcie Hallerem zajęłoby nam w jedną stronę pewnie z 4 godziny).

Podsumowując całokształt wyprawy rejs muszę uznać za średnio udany a jedynym powodem takiej oceny jest mała ilość złowionych ryb. Na ten fakt niestety nikt z nas, łącznie z załogą nie miał wpływu. Zdobyłem za to kolejne cenne doświadczenia, jeżeli chodzi o konfigurowanie sprzętu. Poznałem też kolejną wędkarską jednostkę, której trudno jest zarzucić jakieś wady – może z wyjątkiem prędkości płynięcia. Liczę na to, że następny rejs obdaruje nas większą ilością ryb.

 

Z wędkarskim pozdrowieniem,

Wojciech Walkowiak

 

WP_20160604_06_30_59_Pro WP_20160604_08_48_56_Pro WP_20160604_06_24_13_ProWP_20160604_08_50_04_Pro

FacebookTwitterGoogle+Podziel się z innymi